Garwolin - Kościuszki Tadeusza, Garwolin, 1939. Mieszkanka Garwolina opisała te dni: "Ten dym i ogień do dziś mi się śni. Po bombardowaniu miasto paliło się jeszcze przez tydzień. Zginęło 8 osób z rodziny mojego męża. Jego dziewięcioletni brat Kazimierz poszedł do kolegi i bomba spadła prosto na dom, w którym przebywali. Siła wybuchu była tak wielka, że Kazio zginał na miejscu a jego kolegę wyrzuciło przez okno. Ten kolega przeżył. Cała ulica Nadwodna, aż do młyna, była spalona. W domu rodzinnym męża zapadł się dach. Mąż gasił ogień a Niemcy strzelali do niego z samolotu. Siostra męża z rodziną poszła do kościoła - i to ich ocaliło. Po powrocie z nabożeństwa okazało się, że nie mają już domu. 8 września w kościele było bardzo dużo ludzi. Tego dnia było Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny (Matki Boskiej Siewnej). Była uroczysta msza święta, procesja. I piękna złota polska jesień. W Garwolinie już wcześniej mówiło się, że będą naloty, bombardowania. Kuzynka męża z małym dzieckiem chciała schronić się w Czyszkowie. Powiedziała do synka, Edmunda: poczekaj tu na mnie, wrócę tylko do domu po chustę. Widzieli się wtedy ostatni raz. Chwilę potem zaczął się nalot. Po nalotach rodzina męża poszukiwała mamy Edmunda. Została po niej tylko obrączka w poranionej ziemi. Pierwszy nalot na Garwolin zaczął się w piątek, po mszy o 18-tej. Sobota była drugim dniem niemieckich ataków. Nie daj Boże wojny". (Źródło: http://www.garwolin.pl//um/aktualnosci/rocznica_bombardowania.htm ).
1939
- Petroniusz - 2010-10-05 18:17